Sytuacja z ostatnich 2 tygodni. POZ. Miasto wojewódzkie. Pacjent ok 30 lat. Od 3 tygodni nawracające gorączki, bóle mięśni, kaszel, nawracające osłabienie. W rtg klatki masywne zmiany w węzłach we wnękach płuc, radiologicznie wymagane TK. Zastosowałem antybiotyk itp. ustąpiły gorączki i bóle mięśni, za to pojawił się kaszel choć niewielki, zrobiłem kontrolę rtg klatki, wnęki płuc nasilenie zmian. Wysłałem do oddziału zakaźnego do szpitala celem wykluczenia covid (pacjent wcześniej nie chorował nie brał leków) ze wskazaniem na w pierwszej kolejności wykluczenie covid, jeśli ujemny diagnostyka klatki piersiowej ew innej choroby zakaźnej, CRP powyżej 200, po antybiotyku duży spadek. Covid w IP zakaźnej wykluczono, wynik ujemny, adnotacja do rodzinnego: covid ujemny, nie wykluczone że to borelioza, dalsze leczenie u rodzinnego (he he). Pacjent wraca do mnie bo kaszel się nasila, w kontrolnym rtg nasilenie zmian we wnękach płuc, pojawiają się zmiany niedodmowe dodatkowo. Wysyłam na pilnie do oddziału Pulmonologii w szpitalu pulmonologicznym. Rezydentka ( w zakaźnym też podbiła się rezydentka) z uśmiechem na twarzy (relacja pacjenta) mówi że by został przyjęty musi mieć wynik covid. Pacjent przedstawia kartę informacyjną z IP zakaźnej gdzie jest adnotacja lekarza że wykonano badanie i jest ujemny. Lekarka widząc że test wykonany szybko dorzuca drugi argument "poza tym jeden i drugi pododdział jest pełny więc i tak nie mamy teraz możliwości przyjęcia Pana, proszę zgłosić się za 4-5 dni po weekendzie". Żadnej informacji dla lekarza POZ wszys...